Wypadek w Żółkiewce: Śmiertelne zdarzenie w kopalni granitu
Do tragicznego zdarzenia doszło na terenie Kopalni Granitu „Żółkiewka IV”, gdzie rutynowe cięcie bloku skalnego zakończyło się śmiercią doświadczonego pracownika. Faktycznie przebieg wypadku budzi wiele pytań, zwłaszcza w kwestii zachowania poszkodowanego tuż przed tragedią. Mianowicie górnik-skalnik z niewiadomych przyczyn oddalił się od swojego stanowiska pracy w rejon wyłączony z eksploatacji. Chodzi o to, by przeanalizować każdy krok tej dramatycznej akcji, od momentu awarii urządzenia, aż po interwencję Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.

Czytaj także: Niepracownicze formy zatrudnienia pod niepełną ochroną
Charakterystyka miejsca pracy i technologii wydobycia
Do tragicznego zdarzenia doszło w wyrobisku stokowo-wgłębnym kopalni „Żółkiewka IV”. Faktycznie wydobycie w tym miejscu odbywa się w oparciu o system ścianowy ukierunkowany na pozyskiwanie bloków granitu. Front robót w wyrobisku przemieszczał się generalnie w kierunku południowym. Dla oddzielenia ław skalnych od monolitu stosowano cięcie linką diamentową, po uprzednim wprowadzeniu jej do wykonanych otworów: poziomego i pionowego. Ławy blocznego granitu posiadały wysokość od 3 do 6 m. Po wykonaniu cięć, odspojenie ławy od monolitu następowało za pomocą materiałów wybuchowych. Następnie z odspojonej ławy skalnej wydzielano bloki i bryły skalne. Urobiony materiał skalny transportowano z wyrobiska za pomocą ładowarek kołowych.
Organizacja pracy w dniu wypadku
W dniu 4 marca 2026 r. na zmianie I trwającej od godziny 6:00, do obsługi urządzenia do cięcia linką diamentową Wanlong na poziomie +255 m w południowo-centralnej części wyrobiska, osoba dozoru zmianowego specjalności górniczej wyznaczyła górnika-skalnika jako operatora tego urządzenia. Do pomocy górnikowi-skalnikowi został przydzielony pomocnik – strzałowy. W niedalekim sąsiedztwie, na tym samym poziomie roboczym, prace wykonywali również: operator maszyny wiertniczej Commando DC-130 wykonujący otwory poziome oraz dwóch innych górników rozklinowujących odspojoną ławę skalną.
Górnik-skalnik od początku zmiany roboczej do godziny 11:00 pracował wraz z pomocnikiem przy ustawianiu i uruchamianiu urządzenia. Faktycznie od stojącej na poziomie +255 m maszyny wychodziła na wyższy poziom (+260 m) linka diamentowa. Mianowicie przechodziła ona przez pionowy oraz poziomy otwór, po czym powracała w obiegu zamkniętym do urządzenia. Chodzi o to, że po przerwie śniadaniowej o godzinie 11:30 sytuacja uległa zmianie. Od tego momentu górnik-skalnik kontynuował pracę już samodzielnie, wykonując bezpośrednie odcinanie bloku skalnego od calizny.
Przebieg zdarzenia wypadkowego
Pomiędzy godziną 11:30 a 12:00 w obsługiwanym przez górnika-skalnika urządzeniu doszło do zerwania linki tnącej w górnej części bloku skalnego. Górnik-skalnik wszedł po drabinie na poziom +260 m i najprawdopodobniej próbował uwolnić zerwaną linkę od strony wylotu pionowego otworu. Pracownicy umieścili w wylocie otworu wąż ze sprężonym powietrzem, prawdopodobnie w celu usunięcia zwiercin blokujących linkę w otworze. Dopływ sprężonego powietrza został włączony, z końcówką węża pozostawioną w otworze.
Górnik-skalnik udał się z niewiadomych powodów po poziomie +260 m w kierunku północnym, przechodząc koło rozdzielacza sprężonego powietrza. Następnie poszedł dalej w kierunku północnym w rejon, w którym nie prowadzono żadnych prac, nie znajdowały się żadne inne urządzenia, narzędzia, materiały ani inne wejścia czy zejścia z poziomu +260 m. Idąc w kierunku północnym w niewiadomym celu minął również miejsce, w którym zanikał poziom +260 m i znalazł się przy krawędzi, poniżej której znajdował się poziom +250 m.
Akcja ratunkowa i stwierdzenie zgonu
Około godziny 12:00 górnika-skalnika leżącego na poziomie +250 m pod ścianą skalną zauważył operator wiertnicy. Faktycznie współpracownicy natychmiast powiadomili o wypadku sztygara zmianowego, który niezwłocznie wezwał pogotowie ratunkowe. Mianowicie w tym krytycznym czasie ratownicy przemieścili poszkodowanego na improwizowane nosze spod ściany do bezpiecznego miejsca, gdzie rozpoczęli udzielanie mu pierwszej pomocy. Chodzi o to, że pracownicy obecni w wyrobisku prowadzili resuscytację krążeniowo-oddechową na podstawie wskazówek podawanych przez telefon przez ratownika medycznego. Czynności te trwały aż do przybycia około godziny 12:15 służb pogotowia ratunkowego z LPR. Niestety, mimo trwającej około godziny reanimacji, lekarz pogotowia musiał ostatecznie stwierdzić zgon górnika-skalnika.
Postępowanie wyjaśniające i decyzje organów nadzoru
Przyczyna zaistniałego wypadku śmiertelnego zostanie określona po zakończeniu badań okoliczności zaistniałego wypadku.
W związku z zaistniałym wypadkiem nie zachodziła potrzeba wydania decyzji na miejscu. Ewentualne dalsze działania zostaną podjęte w trakcie bądź po zakończeniu badań przyczyn i okoliczności wypadku.
Może Cię również zainteresować: Reforma PIP: Decyzje o stosunku pracy i 11 mld zł z KPO odblokowane


