Reforma PIP 2026: Przedsiębiorcy ostrzegają przed paraliżem B2B
W Sejmie rozpoczęły się prace nad rządowym projektem reformy Państwowej Inspekcji Pracy, która ma dać inspektorom narzędzia do skuteczniejszej walki z nadużywaniem umów cywilnoprawnych – w tym „pozornych” zleceń i kontraktów B2B. Kluczową zmianą jest możliwość narzucenia przekształcenia umów na etat. Mianowicie dotyczy to zwłaszcza zleceń i kontraktów B2B, podczas gdy sądy pracy utrzymają kontrolę nad decyzjami inspekcji.

Czytaj także: Reforma Państwowej Inspekcji Pracy. Pierwsze czytanie projektu w Sejmie
Opinia przedsiębiorców o nowych przepisach
– W znowelizowanej ustawie o Państwowej Inspekcji Pracy, niestety wbrew temu, co mówią przedstawiciele rządu, nie widzimy nic, co by się zmieniło na korzyść przedsiębiorców. Ustawa jest skomplikowana, trudna do realizacji i jeżeli komukolwiek przyniesie korzyści, to kancelariom prawnym – wskazuje Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich i członek Prezydium Rady Dialogu Społecznego, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria. – Źródłowa ustawa miała sześć stron, ktoś zaczął ją poprawiać i urosła do 30 stron. Ustawa jest skomplikowana.
Reforma a zobowiązania wobec KPO
Reforma jest elementem zobowiązań wpisanych do Krajowego Planu Odbudowy. Rząd podkreśla znaczenie wzmocnienia PIP dla wypłaty środków z KPO. Mianowicie realizacja tego „kamienia milowego” jest priorytetem, ponieważ Polska musi wdrożyć te rozwiązania do końca czerwca. Premier Donald Tusk wstrzymał pierwszą wersję projektu, która budziła duże kontrowersje wśród przedsiębiorców.
Procedura odwoławcza i decyzje administracyjne
Rząd utrzymał nowe uprawnienia dla Państwowej Inspekcji Pracy. Mianowicie inspektorzy zamienią pozorne umowy B2B w etaty, ponieważ będą mogli wydawać decyzje administracyjne. Doprecyzowano jednak proces odwoławczy. Pracodawca ma mieć 30 dni na odwołanie się od decyzji inspektora do sądu pracy. Rząd przewiduje także szybszą ścieżkę na jego rozpatrzenie przez sąd w ciągu 30 dni. Resort pracy podkreśla możliwość uzyskania zabezpieczenia w sądzie pracy. Mianowicie dotyczy to etapu odwołania od decyzji PIP. Ponieważ dzięki temu strony zmienią lub rozwiążą umowę wyłącznie na zasadach kodeksu pracy.
Obawy o paraliż sądów i koszty dla firm
– Proponowane bezpieczniki w tej ustawie są iluzoryczne. Dzisiaj w sądach się czeka trzy–cztery lata na rozstrzygnięcie. Przy mnogości spraw, które się pojawią, będzie się czekało pewnie pięć lat. Przedsiębiorca do tego momentu nie będzie wiedział, czy robi dobrze, czy robi źle, i za pięć lat może się okazać, że robił źle. Tyle pieniędzy zostanie za to naliczonych, że przedsiębiorca tego nie przetrwa – argumentuje przewodniczący FPP.
Ingerencja w treść stosunku pracy
– Projekt zakłada, że inspektor będzie mógł nie tylko przekwalifikować umowę, ale także określić jej warunki – w tym rodzaj pracy, miejsce jej wykonywania czy wysokość wynagrodzenia. Organ administracji nie powinien samodzielnie kreować treści nowego stosunku zobowiązaniowego między podmiotami i ingeruje nieproporcjonalnie w sferę dotychczas zastrzeżoną dla sądów powszechnych – wskazuje w komunikacie Robert Lisicki, dyrektor Departamentu Pracy Konfederacji Lewiatan.
Niepewność prawna w relacjach B2B
Najbardziej spornym elementem reformy pozostaje kwestia relacji B2B. Mianowicie przedsiębiorcy obawiają się braku jasnych kryteriów przy przekwalifikowaniu umów, ponieważ rodzi to ogromną niepewność finansową.
– Jak przekształcić umowę B2B w umowę o pracę? Prowadząc B2B, odprowadzamy VAT, mamy środki trwałe – co mamy z nimi zrobić? To są pytania, na które nie ma odpowiedzi – podkreśla Marek Kowalski.
Skutki dla gospodarki i konkurencyjności
Skutki wprowadzenia ustawy w tym kształcie mogą być wyłącznie negatywne. Mianowicie ekspert przewiduje ryzyko paraliżu sądów, ponieważ nierównomierne kontrole zachwieją uczciwą konkurencją.
– Wprowadza ona duży element niepewności. Zachwieje też konkurencyjnością na rynku, dlatego że ci, którzy będą skontrolowani, znajdą się w dużo gorszej sytuacji niż ci, którzy nie będą skontrolowani – wskazuje przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich. – Jeżeli mielibyśmy uznać reformę za sukces, to mielibyśmy 4 mln spraw, bo mamy 1,8 mln zatrudnionych na umowach-zleceniach i 2,2 mln zatrudnionych w formie B2B. Jeżeli chcielibyśmy te wszystkie umowy zmienić na umowę o pracę, to po pierwsze, potrzebujemy na to 87 lat, to dokładnie policzyliśmy, a po drugie, polskie sądownictwo tego nie wytrzyma.
Propozycja alternatywna: stopniowe oskładkowanie
Federacja Przedsiębiorców Polskich przedstawia inną alternatywę. Mianowicie proponuje stopniowe dochodzenie do pełnego oskładkowania umów-zlecenia, ponieważ dłuższy okres dostosowawczy pozwoli uniknąć szoku regulacyjnego.
– Rynek nie lubi szoku. Już w 2018 roku powiedzieliśmy, że można do tej zmiany dochodzić w ciągu czterech lat i rynek się doskonale dostosuje – przypomina Marek Kowalski.
Resort pracy zaproponował wprowadzenie nowej instytucji interpretacji indywidualnej. Mianowicie będzie ją wydawał Główny Inspektor Pracy na wniosek zainteresowanego pracodawcy. Ponieważ celem tego rozwiązania jest wyjaśnienie, czy dany stosunek prawny spełnia przesłanki umowy o pracę.
Może Cię również zainteresować: Wypadek śmiertelny w kopalni Kraszowice Pole C: Raport i przyczyny

